Napisane przez: redaktor | 30 Marzec 2010

O World Press Photo raz jeszcze

Wśród komentatorów tej bardzo znanej już wystawy coraz częściej pojawiają się głosy, że tak jak stała się cząstką kultury masowej, tak też nie uchroniła się przed zasadami politycznej poprawności. Pisał o tym między innymi Andrzej Zygmuntowicz, prowadzący Akademię Fotoreportażu.  Zwraca on uwagę na ważną kwestię, jaką jest rozsyłanie do agencji informacyjnych jedynie 20 zdjęć, podczas gdy wszystkie zgłoszone na konkurs można odnaleźć na stronie internetowej. Co ważniejsze, publiczność na całym świecie ma również możliwość oglądania w ramach wystawy jedynie tych dwudziestu fotografii. Czy nie jest to manipulacja? Rodzaj przemilczenia?

Podobne dyskusje wywołuje granica retuszu. Czy wystarczy po prostu go wykonać, by zostać odsuniętym od konkursu? Najwidoczniej tak, o czym świadczy sprawa Ukraińca Stepana Rudika, któremu odebrano nagrodę. Według jurorów nieważny był fakt, że usunięty przez niego w cyfrowej obróbce element nie miał znaczenia ani kompozycyjnego, ani treściowego. Ważne było jedynie samo dokonanie tej obróbki.

Narzuca się myśl, że im bardziej masowo, tym większa kontrola cenzury. Czy jednak możliwy jest powrót do elitarnego charakteru wystawy World Press Photo?


Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.